Jeżeli w barwach masz myśli osnowę,
I od barw mowa tajemnicza płonie;
Jeżeli zazdrość żółte nosi skronie,
W zielony stroi liść nadzieja skronie.

Przyjm, luba bukiet przeze mnie uwity !
On w barwy lśni się, jak poranne świty
I me uczucia wszystkie opowie szczerze,

Bo miłość moja, pamięć i cierpienie,
Nadzieję jasną i sławy promienie,
Duszę mą całą składam ci w ofierze.


W łuszczastą karacenę odzian olbrzym hardy,
Filistyńczyk z Geth, Goliath w miedzianym puklerzu,
Trzymając Izraela na hańby pręgierzu,
Ciska mu w twarz wyzwanie i słowa pogardy.

Ku niemu szedł młodzieńczyk. Siłacz pełen wzgardy
Patrzał, jak biegł ten pastuch na śmierć i żer zwierzu;
Lecz on ci chłopiec z Panem Zastępów w przymierzu,
Sięgnąwszy do swej torby, dobył kamień twardy,

Wsadził w procę i kręgi zatoczył nią w koło:
Kamień z świstem się wyrwał i wrył w groźne czoło;
Olbrzym nagle się zachwiał i runął na ziemię. -

A Dawid, przybieżawszy, w gardziel miecz mu wtłacza
I wysoko wzniesionym ściętym łbem siłacza
Sieje postrach ogromny w Filistynów plemię.